księga gości
2008 sierpień lipiec czerwiec marzec luty styczeń 2007 grudzień październik wrzesień luty 2006 grudzień sierpień lipiec kwiecień marzec 2005 grudzień październik sierpień lipiec kwiecień marzec luty styczeń 2004 grudzień
|
Ogłoszenie sierpnia
Bardzo ciekawa praca w zarządzie firmy - eksportera z 30 letnią tradycją dla osoby o wysokiej INTELIGENCJI potwierdzonej bardzo dobrymi wynikami studiów dziennych na uczelni państwowej.
Zważywszy na to, że nawet na studiach dziennych na uczelni państwowej możliwe są różne szwindle, radziłabym wymagać jeszcze wpisu do Mensy. To akurat ogłoszenie, dotyczące przysłowiowej asystentki prezesa, pojawia się co czas jakiś i nie dziwota, bo oprócz zacytowanego, obwarowane jest wieloma innymi wymaganiami. Oczywiście, nie o to chodzi, żeby nie wymagać, ale odnoszę wrażenie, że w tej firmie łatwiej już zostać prezesem niż asystentką.
Gallina scripsit 2008-08-29 20:45:03 skomentuj (7)
Kraj dziennikarzy
Ryję sobie jak zwykle w ogłoszeniach o pracy i jak zwykle znajduję tam ciekawe rzeczy. Na przykład firma wydawnicza zatrudni dziennikarza, do którego obowiązków będzie należało:
- pozyskiwanie od firm materiałów na temat wprowadzanych przez nie na rynek nowości,
- korekta tekstów,
- redakcja i adiustacja tekstów,
- pisanie własnych tekstów.
Wymagania:
- preferowane wykształcenie: filologia polska,
- znajomość zagadnień dotyczących reklamy,
- umiejętność redakcji, adiustacji i korekty tekstów,
- doskonała znajomość Internetu (umiejętność sprawnego wyszukiwania informacji),
- znajomość języka angielskiego.
Przez pierwsze 24 godziny od ukazania się tego anonsu zgłosiło się na to stanowisko 190 osób. Dla porównania, na ogłoszenie "Zatrudnimy młode osoby ze statusem ucznia/studenta do pracy w ochronie" nie odpowiedział nikt, podobnie na "poszukujemy osoby na stanowisko głównej księgowej/ głównego ksiegowego". Zaś na pracę siedzącą przy lutowaniu reflektuje tylko 6 osób. Czyli pisać każdy może? Jakby co, to ja się nie zgłosiłam.
Gallina scripsit 2008-07-17 21:48:05 skomentuj (4)
Jedna taka noga i beczka kapusty to żarcie na całą zimę
W ostatniej "Polityce" raport o zaburzeniach odżywiania u młodych Polek. Anoreksja, bulimia, a teraz jeszcze ortoreksja, czyli lęk przed pokarmami niezdrowymi, cokolwiek miałoby to oznaczać. Czytając, uświadomiłam sobie, że posiadając starszego brata (w dodatku nieco genialnego) oraz rodziców nauczycieli znajdowałam się w grupie ryzyka. A jednak uff - stanowczo za bardzo lubię jeść, żeby mieć anoreksję i stanowczo za bardzo nie lubię wymiotować, by mieć bulimię. A przy mojej introwertyczności i depresyjnej melancholii jeszcze tego by mi brakowało.
Ortoreksja także raczej mi nie grozi, pomimo tego, że pilnuję tego, co jem i owszem, staram się wybierać produkty jak najmniej przetworzone i w miarę możliwości nie naszpikowane chemią. Lecz daleka jestem od tego, żeby udawać się na przykład specjalnie na drugi koniec gminy po jaja prosto po chłopa. Fast foody omijam, ale nie twierdzę, że nigdy nie wezmę do dzioba hamburgera. Codziennie zaś grzeszę zabielaczem do kawy w proszku, w myśl zasady, że odżywiam się tak zdrowo, że nie mogę popadać w przesadę.
W artykule mowa jest również o walce z wychudzeniem modelek na wybiegach. Podczas gdy niektóre kraje włączają w swe prawodawstwo zakaz propagowania nadmiernej chudości, to są projektanci, którzy obstają przy zatrudnianiu dziewcząt łagodnie mówiąc eterycznych. Ewa Minge, która jak się okazuje sama cierpiała na bulimię, twierdzi, że to z powodu faktu, że więszość projektantów to geje, którzy pragną, by modelki były zbliżone wyglądem do młodych, szczupłych chłopców, gdyż taki jest ich ideał urody. Może i tak, ale wobec tego niech zatrudniają takich właśnie chłopców i każą im paradować po wybiegu w sukienkach. Za odpowiednią opłata na pewno byliby chętni.
Osobiście nie znam nikogo, kto cierpiałby na którąś z wymienionych przypadłości. Być może wynika to z tego, że w ogóle znam niewiele osób. Jedną stuprocentową anorektyczkę widziałam w Schronisku, w grupie młodzieży licealnej, która tam nocowała. Dziewczyna była grubości zapałki, z ziemistą cerą i łuszcząca się skórą. Okutana w trzy swetry narzekała, że jej zimno. Zdziwiło mnie, że nauczycielka-opiekunka grupy przyszła do mnie z tym problemem, choć kaloryfery grzały na full. Jakby nie zdawała sobie sprawy, że przy tej chorobie dziewczynie nie miało szans być ciepło.
Ale najbardziej w artykule ujęło mnie to zdanie:
Jak na razie zbulwersowaliśmy świat wysyłając 14-to letnią modelkę (57 cm w pasie, czyli tyle, ile wynosi obwód uda wysportowanego mężczyzny} Monikę Jagaciak jako główną atrakcję pokazów Australia Fashion Week.
Moment, obwód mojego uda wynosi 62 cm. Mam się cieszyć, czy wstydzić? I jak to się ma do tematu artykułu?
Gallina scripsit 2008-07-12 21:17:37 skomentuj (30)
Ogłoszenie czerwca
Wprawdzie jest już lipiec, ale mam opóźnienie. Nie tylko zresztą w tej dziedzinie. Ale oto jakie skarby mogą się kryć w dziale ogłoszeń lokanego szmatławca:
Kontener 3,5 tony podejmie współpracę, tel. XXXXX
Caly czas się zastanawiam, jak on będzie odbierał telefony od chętnych.
Gallina scripsit 2008-07-04 19:18:51 skomentuj (0)
Mały czołg porucznika Grubera
W Wysokich Obcasach artykuł Magdaleny Środy p.t. "Dlaczego dziewczynka tuli traktor". Do całości się nie odniosę, również dlatego, że z powodu kłopotów z czytaniem słabo mi ta całość wchodzi do mózgu. Ale ten konkretny fragment poruszył mnie do refleksji:
Dziewczynki wychowywane są zaś w kulcie opiekuńczości. Opiekują się lalkami, innymi dziewczynkami, młodszym braciszkiem, mamą, tatą, babcią, wreszcie - gdy już podrosną - swoim mężczyzną. I nawet wtedy, gdy dziewczynka będzie dostawać chłopięce zabawki, czołg czy traktor, z pewnością odniesie się do nich z troską, tuląc do snu i podkładając poduszkę pod koła.
I o co chodzi? Chodzi o to, że ja nie byłam wychowywana w kulcie opiekuńczości. Przysięgam. Owszem, bawiłam się lalkami, ale to nigdy nie były moje córeczki, ale na przykład królewny i książęta, względnie uczennice w szkole. Bawiłam się też z młodszymi dziećmi, ale nie dlatego, że mogłam im matkować, ale z tego względu, że tylko takie miałam pod ręka w sąsiedztwie. Zresztą najczęściej bawiliśmy się w Indian. Zaś mną i moim Bratem z powodzeniem opiekował się nasz Ojciec, gotując obiady i szykując nam ubranka.
Ale jestem pewna, że każdy traktor otulałabym kocykiem i całowała w czółko. Bo ja to mam po prostu w środku, sama z siebie. Uwielbiam się opiekować. Tylko wyłącznie bytami, które absolutnie żadnej opieki tego rodzaju nie potrzebują. Raczej wymiany oleju, względnie wyprania we wiodącym proszku. Natomiast byty z natury predestynowane do bycia opiekowanymi się, typu małe dzieci czy bezradni staruszkowie, obłożnie chorzy, a także pieski i kotki, odrzucam w przedbiegach. Niech zajmą się sobą, a ja tymczasem pójdę wyprowadzić na spacer mój mały czołg.
Gallina scripsit 2008-06-20 19:58:05 skomentuj (3)
Jest szaleństwo w tej metodzie
Mój profil na serwisie ilove przygotowałam bardzo starannie. To poważne badanie socjologiczne, więc nie wypadało się obcyndalać. Dałam sporo zdjęć i w przemyślany sposób odpowiedziałam na głupie pytania. Zamieściłam także swoje, na oko równie, albo nawet bardziej głupie. Tylko na oko, bo w istocie mają one niesłychaną wprost głębię i sprawdzają obecność cech, o posiadanie których zapytany, każden jeden udzieliłby odpowiedzi twierdzącej. Tymczasem odpowiada na nie jeden na dziesięciu oglądaczy profilu i co tu kryć, zawsze w sposób jasno wskazujący na brak poszukiwanych cech.
Oto pytania, dla potomności:
- Czy można porozmawiać z poduszką?
- Co lata za koniem?
- Z jakich skał zbudowana jest Śnieżka?
System jest następujący: najpierw korzystam z wyszukiwacza p.t. "80% szansy na flirt", który przedstawia mi osobników maksymalnie do mnie zbliżonych w kwestii zainteresowań i światopoglądu. Potem przeglądam miniaturki zdjęć i zagaduję do tych, w których zdjęciach jest coś ciekawego. Na przykład gęba Ala Bundy'ego. Zachodzę w głowę, jakim cudem gościowi przepuścili tę facjatę. Do zdjęć ciekawych zaliczam też te z ładnym tłem, typu góry, morze, las, ze zwierzętami, motocyklami, rowerami i innymi paralotniami. Czasem ciekawe jest też samo ujęcie. Niezmiernie rzadko zdarza się, że zachęcająca jest sama facjata na zdjęciu.
Nie byłabym sobą, gdybym wyselekcjonowanym osobnikom słała wirtualne całuski. Z zasady nie całuję nieznajomych. Uważnie czytam profile, oglądam zdjęcia i szukam punktu zaczepienia. A potem zaczepiam. Najchętniej odpowiadałabym na owe trzy pytania, ale mało kto pofatygował się, by je stworzyć. Zatem z reguły sama zadaję jakieś pytanie związane z tym, co osobnik napisał.
I teraz część tragiczna - jeśli ktoś w ogóle mi na te pytania odpowiada, to ogranicza się jedynie do tego. Owszem, zagląda na mój profil, ale najwyraźniej nie ma tam nic interesującego. A tak się starałam, bu. Ale i tak udało mi się już zgromadzić kilka rozkosznych dialogów e-mailowych.
Gallina scripsit 2008-03-02 21:16:11 skomentuj (3)
Jak dobrze wyglądać nago
Nawet na plaży naturystów wyobrażać sobie, że jest się ubranym w majtki obciskające.
Temat do rozwinięcia. Z utęsknieniem czekam na polską edycję.
Gallina scripsit 2008-02-28 21:27:29 skomentuj (1)
|
gałązki Mój idol Nowyrok Profanacja symboli narodowych Cie być kanalkiem Na tej łódeczce spałam Maszyny drogowe z przychówkiem Niemowlęctwo autostrady A2 Moja fryzura Mój bohater Mój ukochany serek Mój ukochany góraś Mój ukochany pojazd Ochujał Rekinio Wypączkował Co dzieci rysują po ławkach Emmanuel Stonoga El nido de Dodo
|